sobota, 15 lipca 2017

Tak zwana "słaba płeć" wędruje po Apeninach!


- Idziemy na Wschód tam musi być jakaś cywilizacja! - żartowałyśmy przypominając sobie sceny z kultowych filmów, a to akurat zdanie pasowało jak ulał, kiedy na rozdrożu kolejny raz wybierałyśmy szlak "na czuja", a potem po kilku krokach wracałyśmy, bo wybór nie wydawał nam się słuszny.
Przeszłyśmy 15 kilometrów. Piętnaście kilometrów niezwykłych widoków, ciszy, przyrody. Tylko góry i my i jeszcze kilka żuczków na ścieżce, sokół nad głową i świdrujące w uszach granie cykad…  
Już dawno marzyła mi się taka wyprawa. Chociaż pogoda z samego rana zagroziła, że może nam się to nie udać, to ostatecznie na grożeniu się skończyło i jedynie trasa dla pewności, dla spokojności, żeby burzy gdzieś wysoko nie napotkać, uległa zmianie. Dwie pary nóg, sto procent pierwiastka żeńskiego, bez marudzenia, bez dzieci, bez mężów. Same wędrujące po apenińskich graniach!   


Piękne te moje góry z kamiennymi ruderami, z szałasami, z ciągnącą się po horyzont nieskończonością szczytów. Tu można kontemplować życie, świat, naturę… I ta cisza i ta mistyczna niemal samotność… Jak nie kochać tego miejsca? 
Wczoraj po nadmorskim dniu napisałam: taki piękny dzień. I dziś mogę znów napisać to samo. Taki piękny, że za kilka godzin mamy zamiar znów wyruszyć z plecakami ...


Pani geolog:)
W dole Badia del Borgo
Cavallara z innej perspektywy

 A po 15 km, po zmyciu z siebie potu i kurzu, choć jak twierdzi mój przyjaciel - damy się nie pocą, zasiadłyśmy do stołu w ogrodzie przy świętej Barbarze… Doskonałe uwieńczenie, doskonałego dnia … Wszystkich znających ten stół serdecznie pozdrawiamy!


 TRASA to po włosku PERCORSO (wym.perkorso)

2 komentarze:

  1. Nie taka slaba ta plec ,jak tyle kilometrow pokonala😊

    OdpowiedzUsuń
  2. Ech ostatnie zdjęcia mnie rozwaliły :)
    Pozdrowienia dla gości i jeszcze raz dzięki

    OdpowiedzUsuń

Drukuj