poniedziałek, 3 lipca 2017

Lozzole, motywacja i upływ czasu


Lozzole wciąż tą samą ciszą Apeninów otulone. Lata w setkach liczone zaklęte w kamieniach na wieki. Resztki murów przykryte dziką zielenią. Ślady dawnego, tak bardzo innego życia, które wciąż opierają się upływowi czasu… 
Chciałabym to wszystko opisać krok po kroku, kamień po kamieniu. Zbieram się na odwagę.
Po sobotnim spacerze powzięłam pewne postanowienie. Zobaczymy czy moja konsekwencja i wytrwałość i tym razem będą mi wierne.
Podobno w budynkach przykościelnych była nawet szkoła, do której przybywały dzieci z gór aby pobierać pierwsze nauki. Podobno na mszę ludzie z gór wędrowali nawet kilka godzin. Takich podobno jest wiele, a dawni "ludzie z gór" i ich życie niezmiennie mnie fascynują. Chyba czas, żeby ta fascynacja przeistoczyła się w coś konkretniejszego...


Skąd tak nagle obudziły się we mnie jakieś postanowienia? 
Otóż zdarzyło mi się w ostatnich dniach na moich apenińskich bezdrożach spotkać dwa samochody na polskich rejestracjach. Jeden z nich zatrzymał się przed nami, a potem zaczął niepewnie, niezdecydowanie zawracać. Ośmieliłam się więc, podeszłam i spytałam czy pomoc nie jest potrzebna. Nie trudno wyobrazić sobie zdziwienie turystów - skąd nagle na takim odludziu polska mowa. Przedstawiłam się krótko i zaraz palcem na maleńkiej mapie, która ich prowadziła w nieznane opowiedziałam co zobaczyć i gdzie jechać. Ot tak na szybko, to co przyszło mi do głowy. 
Zapomniałam jednak wspomnieć o tym i o tamtym, o Gamognii, o Lozzole...


Po tym spotkaniu - przy okazji serdecznie Państwa pozdrawiam - dotarło do mnie, że kiedy turysta zawita w te strony to, że się od razu zachwyci wcale nie jest takie oczywiste! Jeśli nikt go nie poprowadzi, nie opowie, nie wskaże… to skąd ma niby wiedzieć o istnieniu Gamonii, o Lozzole, o ukrytych wodospadach, maleńkich schroniskach, wulkanach, rzekach, o festach?


Maki na Lozzole więdną i przysychają. Nie mogę pozwolić na to, by tak samo przyschły moje marzenia, moje powzięte kiedyś postanowienia. Muszę pokusić się o nowe wyzwania… 
To właśnie kilka lat temu w dzień moich urodzin zawitałam na Lozzole po raz pierwszy, magiczne dzwony zadziałały. Może znów powinnam pociągnąć za sznury? Już niedługo cyferki na liczniku przestawią się na okrągłą liczbę. 40 - to już do czegoś zobowiązuje. Czas wreszcie coś z tym pisaniem zrobić. Tak myślę. 


 COŚ ZROBIĆ - FARE QUALCOSA  (wym. fare kualkoza) 

3 komentarze:

  1. Było by wspaniale poznac historie mieszkających tam kiedyś ludzi a i przewodnik po tych wspanialych miejscach by sie przydał .Taki z opowieśćią ...Pani Kasiu , z Pani talentem ..
    Czekamy !!

    OdpowiedzUsuń
  2. Piękne zdjęcia. Jestes the best

    OdpowiedzUsuń

Drukuj