piątek, 18 sierpnia 2017

Przetańczyć całą noc


Kiedy w zeszłym roku po raz pierwszy zjawiłam się na "sfoglierii", wiedziałam, że o ile nic nie stanie na przeszkodzie, każdego roku zaraz po Ferragosto będę zaglądać do Popolano. Nie wiem skąd ta wyjątkowa sympatia do tej właśnie festy. Patrząc obiektywnie nie różni się od innych jej podobnych niczym szczególnym. Polenta, penne, salsiccia, wino, ludzie przy stołach, muzyka, dzieciaki biegające dookoła … A jednak "sfoglieria" czymś mnie ujęła... Może swoim chłopskim, "romagnolskim" pochodzeniem? Im dłużej tu żyję tym bardziej jestem w tym miejscu rozkochana, tym więcej we mnie szacunku i uwielbienia dla wsi i lokalnego folkloru.


W tym roku ledwo zmieściliśmy się przy stole, bo Dom z Kamienia przeżywa chwile prawdziwego oblężenia i na pewno będzie mi nieswojo, kiedy nagle znów zapanuje cisza. Miałam towarzystwo przy stole, towarzystwo do długich rozmów, wypraw w góry, towarzystwo w marradyjskich imprezach, którymi lato gęsto jest naszpikowane i jak pokazała ostatnia sfoglieria - nawet towarzystwo do tańca... 
Wydawało mi się, że wyprawa górska odarła A. z jakichkolwiek sił, tymczasem stało się chyba odwrotnie. Po kolacji, kiedy Antonio wyśpiewywał największe hity, zaraz jej nogi zaczęły podrygiwać, więc niewiele myśląc, nie oglądając się na innych, którzy tylko "kołysali" się przy stołach, rozpoczęłyśmy tańce jak na prawdziwą zabawę przystało. Tylko chwilę byłyśmy same, bo zaraz ludzie - jakby czekali na pierwszego odważnego - dołączyli do naszych pląsów i ze spokojnej festy zrobił się wielki bal, jakiego dawno nie widziano… Ubawiliśmy się setnie i już mi żal na myśl, o tych wspaniałych wieczorach, które mijają bezpowrotnie...


I choć momentami jestem zmęczona, wyczerpana, choć głowa ciężka z braku snu, to jednak już tęsknię, bo ostatnie tygodnie były naprawdę wyjątkowe. Ale dziś jeszcze żadnych podsumowań nie będzie, jeszcze się z nikim nie żegnam, przed nami zbliżająca się Noc Czarownic, a przede mną dziś "zajmujący" dzień. Kolejna para powie sobie "tak", a ja będę fotograficznym świadkiem tego wydarzenia.


Zerknijcie tu jeszcze raz, postaram się dodać więcej zdjęć i może choć fragment nagrania, bo opisać to wszystko słowami, wcale nie jest łatwo. Ja tanecznych zdjęć nie posiadam, bo z całym szacunkiem dla mojego nikona - zdecydowanie lepiej tańczy się z A.

DOBREGO WEEKENDU! 

TAŃCZYĆ to po włosku BALLARE (wym. ballare)

czwartek, 17 sierpnia 2017

Śladami wilków - kolejna wyprawa tak zwanej "słabej" płci.

fot. Asia

- Zostało jeszcze jakieś piętnaście minut - starałam się pocieszyć A.
- Mam przeczucie, że to będzie najdłuższe piętnaście minut w moim życiu… 
Kiedy A. wspomniała, że chciałaby iść na górską wyprawę, zaraz zaproponowałam swoje towarzystwo i niemal bez wahania wybrałam ten sam szlak, którym w lipcu przeszłam z O. Trudność umiarkowana, a widoki zniewalające. 
Znów bez dzieci i mężów. Same. My dwie i dwóch milczących świadków - każda, ze swoim nikonem.  


Wszystko podobnie jak poprzednim razem. A. maszerowała dzielnie, walcząc ze zmęczeniem i nie ustawała w ironizowaniu na temat własnej słabości. Byłyśmy zlane potem, bo gorąc był zdecydowanie bardziej dotkliwy niż poprzednim razem. Na dole w miasteczku było upalnie, ale to na odsłoniętych graniach słońce paliło jak w piekielnych otchłaniach. 


 Zapas wody się kończył, a po piwie, które wypiłyśmy w cieniu na rzymskiej drodze, zostało wspomnienie. Nasze głowy zaczęły fantazjować o spritzu, o mojito w oszronionej szklance, nawet o herbacie z cytryną… Organizm rozpaczliwie domagał się płynów. 

Kto mi kazał??

Pokazywałam A. ślady wilka odciśnięte w ziemi. Musiały mieć jakiś tydzień, bo tylko wtedy padało i ziemia mogła rozmięknąć. Jakiś kilometr dalej wypatrzyłam jednak na ścieżce ślady odciśnięte w pyle. Mogły mieć co najwyżej godzinę albo dwie. Włos mi się zjeżył na głowie, ale postanowiłam nic nie mówić. Pochwaliłam się moimi spostrzeżeniami dopiero jak wyszłyśmy na główną drogę. 
- Byłam tak wykończona i pot zalewał mi oczy, że jakieś tam wilki i tak nie zrobiłyby na mnie wrażenia - stwierdziła szczerze A.  

fot. Asia
fot. Asia
fot. Asia
fot. Asia
fot. Asia
fot. Asia
fot. Asia
fot. Asia
fot. Asia
fot. Asia
fot. Asia
fot. Asia
fot. Asia
pełna gracji:) fot. Asia
Spacer miałyśmy cudny, a ja dzięki A. z tej wyprawy mam bogatą fotogalerię. Kochana A. dziękuję za wesołe towarzystwo i zdjęcia! Mam nadzieję, że kiedyś to powtórzymy!
I powiem Wam tylko, że nie była to ostatnia atrakcja tego dnia. Wieczorem to się dopiero działo!!! Ale o tym już jutro:)

MIEĆ PRAGNIENIE to po włosku AVERE SETE (wym. awere sete)

środa, 16 sierpnia 2017

Ferragosto u świętej Barbary


I Ferragosto też już za nami… A to znaczy, że sierpień przeskoczył półmetek i tylko super letnia aura i wydarzeń bez liku nie pozwalają myślom o jesieni zakraść się pod sufit. Pewnie za chwilę, kiedy wszystko się uspokoi, kiedy galop wydarzeń zmieni się w kłus przysiądę na spokojnie i ogarnie mnie żal, żal za tym co przeleciało z prędkością światła... W każdym razie to jeszcze nie dziś, dziś jeszcze zwyczajnie nie mam na to czasu...


Nasze Ferragosto było prawdziwie włoskie. W pokaźnym gronie, bo do obecnych Gości dołączyli kolejni, a to znaczy, że wieczorem wokół dużego stołu w ogrodzie świętej Barbary, zasiadło nas 16 osób. Przy winie i smakołykach, przy rozmowach i śmiechach i tylko zdjęć jak się okazało przez cały dzień nie zrobiłam sensownych, zaledwie garstka: nowe znajomości, mżawka własnej produkcji, wędkowanie i drobny wycinek szerokiego menu. Reszta kadrów została w sercu. Najważniejsze, że do słoika powędruje kolejna karteczka… 


A dziś zapowiada się kolejny kolorowy dzień i takie też będą pozostałe do końca tygodnia, bo od atrakcji czekających na nas aż kręci mi się w głowie. I praca i zabawa i noc czarownic w sobotę. Baterie w aparacie rozładują się pewnie ze dwa razy, bo nim sama przeistoczę się w potworną istotę, czeka mnie jeszcze ważne wydarzenie, którego ja i mój nikon będziemy świadkami. A tymczasem … komu morze temu morze, komu góry temu góry …


KOMU to znaczy A CHI (wym. a ki)

wtorek, 15 sierpnia 2017

Wyprawa pod gwiazdami


Móc podziwiać ze szczytu jak słońce żegna się z dniem, jak ciemność powoli, powoli ogarnia ziemię… Móc stawiać stopy na apenińskich ścieżkach, słuchać dzwonków krów, zachwycać  się widocznym w oddali skrzącym od świateł adriatyckim wybrzeżem … A potem usiąść przy stole z grupą blisko czterystu innych piechurów, wino popijać, przysmaki zajadać, śmiać się i żartować... Bezcenne i trudne słowami do opisania. Mimo potu i zasapania, mimo zmęczenia chciałoby się cofnąć czas i wyruszyć jeszcze raz. Jedna z największych marradyjskich atrakcji lata już za nami … STRA'STELLATA 2017!


Tak jak już kiedyś pisałam - można zachwycać się toskańskimi kościołami, serpentynami dróg wysadzanymi cyprysami, kamiennymi miasteczkami, winnicami i gajami, można buzię rozdziawić przed dziełami renesansowymi, pod sklepieniami zdobionymi freskami, ale to wszystko tak naprawdę może każdy, kto do Italii przybędzie. 
Nie każdemu natomiast dane jest uczestniczyć w takich wydarzeniach jak nasza gwiezdna wyprawa, a kto raz spróbuje ten zawsze będzie chciał wracać. Marradyjskie księżycowe i gwiezdne wyprawy mają już wśród naszych Gości swoich wiernych fanów i wiem, że to grono będzie się powiększać. Mam tylko nadzieję, że nikomu nie zabraknie nigdy chęci, by takie wyprawy organizować…
Jestem niezmiennie pełna podziwu… ale już na ten temat rozpisywać się nie będę. O chęci i pasji było setki razy.   
Oto jak nam było:


Zasłyszane na ścieżce:
 - Jutro moja mama ma urodziny.
- I co jej kupiliście? 
- Nic. Mama marzyła o kurniku.
- No i?
- No i wybudowaliśmy jej z tatą kurnik na urodziny. 

Zmysły na teatr jakim jest życie mam zawsze wyostrzone. 

Miłego dnia i BUON FERRAGOSTO!!! 

KURNIK to po włosku POLLAIO (wym. pollajo)

Drukuj